[53] Recenzja "Sama się prosiła" Louise O'Neil

4 | dodaj
Tytuł oryginalny: "Asking For It”
Autor: Louise O’Neill
Wydawca: Feeria young
Data premiery: 2017-01-11
Ilość stron: 344
Tłumaczenie: Anna Dobrzańska








  Podeszłam do tej książki bardzo swobodnie. Kiedy o nią poprosiłam liczyłam na coś lekkiego, coś co będzie jedynie zabarwione trudniejszym wątkiem. Nie spodziewałam się stanąć przed historią brutalną i prawdziwą jednocześnie. Zdarzenia rozgrywające się na kartach tej powieści równie dobrze mogły się rzeczywiście wydarzyć. Chociaż strach pomyśleć, że bardzo podobne historie się zdarzają powinniśmy z całą pewnością nie bać się mówić o tym czym jest gwałt. Nie wiem czy ta recenzja ma za zadanie przekonanie Was do przeczytania tej książki. Warto to zrobić. Jednak nie jest to literatura, która spodoba się każdemu. Jednak mimo wszystko zapraszam do zapoznania się z moją opinią.
  Emma O’Donovan ma osiemnaście lat i dopiero zaczynają się wakacje. Jest piękna i pewna siebie ma swoją grupkę przyjaciół i żaden chłopak jej się nie oprze. Idzie z dziewczynami na imprezę, która wszystko zmienia. Następnego dnia jej rodzice znajdują ją w progu domu całą brudną, oprócz tego krwawi. Dziewczyna nie pamięta nic z poprzedniej imprezy. Nikt nie odpowiada na jej wiadomości, a w szkole wszyscy się od niej odsuwają. Kiedy dowiaduje się o zdjęciach na Facebooku jej życie się wali.



  Emma O’Donovan nie jest osobą, której się nie lubi. Niestety tylko z zewnątrz. Pokazuje się jako miła i uprzejma koleżanka, choć w rzeczywistości uważa się za lepszą od wszystkich, każdego traktuje z góry i uważa, że świat powinien się kręcić wokół niej. Jest bardzo kochana przez ojca, lecz mocno potępiana przez matkę. Do jej wątku jeszcze wrócę. Obok siebie ma wspaniałego przyjaciela, którego nie mam pojęcia dlaczego ciągle odpycha. To co przydarzyło się jej na imprezie jest złe. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że oprócz tego, iż nikt jej nie wierzy ona też w to wątpi. Uważa wręcz, że to jej wina. „Uwielbiam” komentarze osób, które wypowiadają się na temat przestępstwa. Mówią, że nie dziwią się czemu zostało zgwałcono w końcu ubierała się bardzo skąpą. Nie rozumiem jak ktoś może myśleć, że jeśli dziewczyna lub chłopak (nie oszukujmy się, mężczyźni są także ofiarami) ubierze się prowokująco, wyzywająco to ktoś inny ma pełne prawo naruszać jego, jej prywatną przestrzeń. To jest po prostu śmieszne. Co do samej książki, została ona napisana lekkim językiem, bardzo szybko czyta się tę powieść, ponieważ chcemy wiedzieć co bohaterka zrobi, jak się zachowa, czy popełni samobójstwo? Te wszystkie pytania krążą po naszej głowie i znajdują ujście tylko kiedy znów zaczniemy czytać. Jeszcze jedną osobą, o której należy wspomnieć jest mama głównej bohaterki. Kobieta oziębła i protekcjonalna, w ogóle nie wspiera własnej córki pozwalając jej się coraz bardziej zapaść w sobie. A to podobno ona powinna odczuwać największy ból, matczyny ból. Powieść sama w sobie jest odważna, jest brutalna, ale przede wszystkim prawdziwa. Nie ma tu miejsca na okrążanie tego co się stało, każdy fakt został przedstawiony po imieniu. Książka jest warta zapoznania się, ponieważ może niektórym osobom otworzy oczy na rzeczywistość.
Ocena: 7/10

W życiu nie chodzi o to, żeby przekrzyczeć burzę, ale o to, by nauczyć się tańczyć w deszczu.

Dziękuję Wydawnictwu Feeria Young za danie mi możliwości przeczytania tej powieści! :) 


[52] Recenzja "Księgi snów" Niny George [PRZEDPREMIEROWA]

3 | dodaj
Tytuł oryginalny: "Das Traumbuch”
Autor: Nina George
Wydawca: Otwarte
Data premiery: 2017-02-01
Ilość stron: 432
Tłumaczenie: Mateusz Borowski








  Kiedy zaproponowano mi zrecenzowanie powieści Niny George byłam trochę niepewna. Z jednej strony blogerzy wypowiadali się o niej dość przychylnie, a z drugiej moja mama po przeczytaniu „Księżyca nad Bretanią” nie była w pełni usatysfakcjonowana. Byłam bardzo ciekawa jej twórczości, zwłaszcza, że jest niemiecką pisarką. Czytałam już powieści niemieckich pisarek i zawsze pozytywnie mnie zaskakiwały, dlatego jeszcze bardziej chciałam się zapoznać z tą historią. W rzeczywistości potrzebowałam też oderwania od młodzieżówek oraz fantastyki, brakowało mi trochę takiej poważnej, wręcz psychologicznej literatury. Mam nadzieję, że po mojej recenzji sięgniecie po „Księgę snów”.
  Henri jest byłym reporterem wojennym. W swoim życiu najbardziej wystrzega się miłości i stateczności. Wszystko się zmienia kiedy ratuje tonącą dziewczynkę. W jednej chwili jest bohaterem, w drugiej zapada w śpiączkę. Eddie to redaktorka w wydawnictwie zajmującym się książkami o tematyce fantastyczno-naukowej. Była mocno związana z Henrim, teraz dowiaduje się, że to ona odpowiada za to czy dać mu umrzeć czy pomóc. Sam jest synem Henriego, który nigdy nie poznał ojca. To nad wiek inteligentny chłopiec z rzadką zdolnością określaną mianem synestezji. To znaczy, że potrafi za mocą kolorów określać liczby i dźwięki. Oprócz tego lepiej niż przeciętny człowiek widzi emocje. Chciał tylko poznać ojca… Sen i jawa zacierają się tak jak ścieżki głównych bohaterów, czy każde z nich dostanie kolejną szansę?



  Po przeczytaniu tej książki jestem rozdarta zakończeniem. Z jednej strony wdzięczna autorce, a z drugiej wściekła na nią. Jednak zacznijmy od początku. Wydarzenia powieści rozgrywają się w Anglii, jednak zawieszeni czytelnicy pomiędzy snem, a prawdą wędrujemy od Sudanu, poprzez Francję. Autorka posługuje się bardzo pięknym i plastycznym językiem. Jej słowa po prostu płyną jak morze. Kiedy akcja się zagęszcza można sobie wyobrazić sztorm, kiedy jest chwila niepokoju woda ma taflę nienaturalnie gładką. Wszystkie te opisy pozwalają czytelnikowi na przeniesienie się do określonego miejsca oraz zjednoczenie się z bohaterem i przeżywanie wzajemne jego emocji. W pewnym momencie sami nie rozróżniamy czy to rzeczywistość, urojenia czy podświadomość. Każdy z bohaterów opowiada nam swoją historię. Sami zaś stają się niezwykle prawdziwi. Osobiście urzekła mnie postać małego Sama. Było dla mnie to tak nieprawdopodobne oraz tak możliwe, że zwykły trzynastolatek doświadcza i rozumie wszystkie te sytuację dziejące się naokoło. Nigdy nie był bardzo dziecinny, jednak śpiączka jego ojca sprawiła, że momentalnie wydoroślał. Jako synestetyk każda osoba, każde uczucie jest dla niego otwarte. Jego myśli i spostrzeżenia są bardzo bystre i dojrzałe. Zna wartość rzeczy, dlatego sprawnie segreguje nową sytuację. Każdy z bohaterów wnosi coś innego i każdy jest wart takiej samej uwagi. Książka pokazuje nam drogę przez życie, śpiączkę, utratę świadomości, śmierć kliniczną i właściwą z wielu perspektyw. Między innymi mamy szeroki obraz jak postrzegają to lekarzy, którzy swoje założenia opierają na logicznej całości i spójnym równaniom. Sam nie potrzebuje respiratora, ani innych urządzeń, aby wiedzieć czy jego ojciec odzyskał świadomość czy nie. Wreszcie sam Henri pokazuje nam ścieżki, które przechodzi podczas śpiączki. Nie wiemy czy to co się dzieje w jego głowie, czy to wyobraźnia, sen czy podświadomość. Coś co rzuciło mi się w oczy to opis współżycia miedzy bohaterami. Ma to bezpośredni związek ze stylem pisania autorki, ponieważ nie jest to rzeczowe potraktowanie seksu, a wręcz uwydatnienie jego artyzmu i wdzięku. Książka ta pomimo ciężkiego tematu znakomicie trafia do czytelnika i pozwala mu spojrzeć na swoje problemy, które czasem błahe niepotrzebnie zabierają nam wiele z życia, którym powinniśmy się jak najbardziej cieszyć. Mam nadzieję, że zachęciłam Was choć w najmniejszym stopniu do zapoznania się z tą powieścią, ponieważ mnie bardzo poruszyła.
Ocena: 9/10  

Morze to po francusku la mer, rzeczownik rodzaju żeńskiego. Jest tak nieobliczalne jak wszystkie kobiety.

Dziękuję Wydawnictwu Otwarte za danie mi możliwości przeczytania tej powieści! :) 




[51] Recenzja "P.S. I like you" Kasie West

5 | dodaj
Tytuł oryginalny: "P.S. I Like You”
Autor: Kasie West
Wydawca: Feeria young
Data premiery: 2017-01-11
Ilość stron: 392
Tłumaczenie: Jarosław Irzykowski








  Ostatnia książka Kasie West bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła i ze zniecierpliwieniem czekałam, aż wydawnictwo postanowi wydać kolejną jej powieść. Co prawda celowałam w „The distance between us”, ale tej też byłam bardzo ciekawa, zwłaszcza ze względu na oryginalny pomysł na fabułę. Pierwszy raz miałam przyjemność spotkać się z czymś takim w książce. Miałam nadzieję, że autorka rozwinie to we właściwym kierunku i nie zawiodłam się.
  Lily należy do zwariowanej rodziny. Mając dwójkę młodszego rodzeństwa i starszą siostrę, często może cierpieć na syndrom „środkowego dziecka”. Jej pasją jest muzyka. Gra na gitarze i pisze piosenki, słucha alternatywnej muzyki i sama szyje sobie ciuchy. Totalnie niezrozumiała dla niej chemia jest utrapieniem, kiedy nie może zapisywać pomysłów na nowe kawałki w zeszycie. Napisała tylko jeden wers na ławce. Na drugi dzień dostała odpowiedź. Tak zaczęła się jej ławkowa korespondencja z tajemniczym wielbicielem tej samej kapeli. W pewnym momencie temat muzyki schodzi na rzecz rodziny, akceptacji i problemów. Czy Lily będzie chciała się dowiedzieć kto jest jej bratnią duszą?



  Niby prosty pomysł. Oryginalny, ale prosty, bo i co mogłoby nas tu zaskoczyć. Jednak właśnie to, że nie jesteśmy zaskoczeni tym kto jest tą „tajemniczą osobą” jest magnesem tej książki. Na początku nie jesteśmy pewni, potem dowiadujemy się prawdy i zgadza się. Jednak nadal jest to skomplikowane i ciągnie nas do dalszego czytania. Zadajemy sobie pytania „jak?”, „dlaczego?”, „kiedy?”. Styl Kasie West jest lekki i przystępny. Autorka sprawnie operuje slangiem młodzieżowym, dzięki temu książka staje się ciekawsza i na pewno dotrze w tych czasach do większej ilości osób. Pomimo wyraźnego zarysu tematu miłości, mamy tu tak samo wątek przyjaźni i rodziny. Właśnie to lubię w książkach Kasie West. Nie skupia się tylko na tym, aby czytelnik po zapoznaniu się z tą powieścią stwierdził, że była dobra i ją odłożył, zapomniał o niej. Ona chce, aby gdzieś tam w naszym umyśle zapaliła się lampka, która może nie od razu skłoni nas do wielkiej refleksji, ale sprawi, że nasze myśli pójdą w tym kierunku. Kolejnym plusem jest doskonale wyważony humor, który nie jest ani dziecinny, ani obsceniczny. Autorka operuje sarkazmem i docinkami w bardzo dobrym stopniu. Książka, więc podczas czytania bawi. Główna bohaterka jest bardzo inteligentna, ma duszę artystki. pisze piosenki, rysuje i gra na gitarze. Korzyścią tej książki był na pewno fakt, że mnie nie denerwowała. Wyraźnie odznaczał się u niej aspekt rodzinny na pierwszym miejscu, czemu jestem bardzo za. Ta książka jest pełna pozytywnych emocji, pełna ciepła rodzinnego i pełna miłości. Szczególnie polecam tę książkę osobom, które przepadają za młodzieżówkami oraz tym, które lubią, tak jak ja, między fantastyką robić sobie taką odskocznię.
Ocena: 8/10

-Starałam się nie jęczeć.-Zdaje się, że robisz dużo rzeczy, których starasz się nie robić. Może powinnaś przestać się starać.

Dziękuję Wydawnictwu Feeria Young za danie mi możliwości przeczytania tej powieści! :) 




[50] Recenzja "Harry'ego Pottera i Komnaty Tajemnic" J. K. Rowling (wydanie ilustrowane)

5 | dodaj
Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Chamber of Secrets”
Autor: J. K. Rowling
Ilustrował: Jim Kay
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 2016-10-04
Ilość stron: 259
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski





  Po zobaczeniu pierwszej części wprost nie mogłam się doczekać drugiej. Zaczęłam już nawet sięgać myślami dalej i zastanawiać się jak wydawnictwu uda się wykonać czwartą, a co dopiero piątą część. Jestem tego przeogromnie ciekawa, ponieważ jeszcze trzy pierwsze części są w miarę cienkie, jednak kiedy pójdziemy dalej książki są objętościowo trzy razy większe. Niestety znów poczta przychodząca do mnie z przesyłką zrobiła to zaraz przed moimi lekcjami, dlatego nacieszyłam się pozycją, dopiero po przyjściu do domu. Jestem pozytywnie zaskoczona tym co otrzymałam, ale więcej poniżej.



  Jak zwykle na początku przypomnę o czym jest druga część. Otóż mamy Harry’ego Pottera – Chłopca, Który Przeżył. Przeżył dwukrotnie, ponieważ już na pierwszym roku swojej edukacji znów zmierzył się z Voldemortem. Dzięki pomocy swoich przyjaciół oraz zachowaniu zimnej krwi i zdrowego rozsądku udało mu się uniemożliwić Czarnemu Panu powrót. Teraz Harry zaczyna drugi etap swojej nauki w Hogwarcie, nowe zagadki, tajemniczy dziedzic Slytherina - to tylko niektóre z wyzwań stojących przed młodym czarodziejem.















  Nie wiem jak określić całościową tę pozycję, ponieważ po angielsku powiedziałabym, że jest stunning, na język polski to słowo można przetłumaczyć jako oszałamiający, fantastyczny, choć według mnie te przymiotniki nie są dość mocne, aby określić wspaniałość wydania i ilustracji tej książki. Tym razem kiedy zdejmiemy obwolutę powieści ujrzymy przepięknego, maleńkiego Zgredka. Jest on tak uroczy, że momentalnie się zakochałam. Kiedy ją przeglądałam stwierdziłam jednoznacznie, że ta część podoba mi się bardziej od pierwszej. Oczywiście chodzi mi o ilustracje, zabawne jest to, że Komnata Tajemnic jest moją najmniej ulubioną częścią z całej serii. Najlepsze ilustracje postarałam się dodać na zdjęciach, a moją ulubioną została postać ducha z odciętą głową na koniu. Jestem bardzo zadowolona z tego, że postanowiono wydawać serię Harry’ego w ten sposób, oprócz tego, że jest to wspaniała gratka dla fanów, którzy mogą wzbogacić swoją biblioteczkę o te wspaniałe pozycje to zdecydowanie bardziej zachęci osoby, które Harry’ego Pottera jeszcze nie czytały. Dlatego, cóż mogę dodać? Polecam każdemu!
Ocena: 10/10

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za danie mi możliwości przeczytania i podziwiania tej powieści! :)  


[49] Recenzja "Harry'ego Pottera i Kamienia Filozoficznego" J. K. Rowling (wydanie ilustrowane)

9 | dodaj
Tytuł oryginalny: "Harry Potter and the Philosopher’s Stone”
Autor: J. K. Rowling
Ilustrował: Jim Kay
Wydawca: Media Rodzina
Data premiery: 2015-10-07
Ilość stron: 248
Tłumaczenie: Andrzej Polkowski






  Kiedy przyszła do mnie paczka z tą cudowną książką, akurat zbierałam się do szkoły. Byłam już od początku, więc w dobrym humorze. Jedyne co mi przeszkadzało to fakt, że książkę będę mogła na spokojnie oglądnąć dopiero jak wrócę. Strasznie się niecierpliwiłam, ale było warto, ponieważ to co widziałam na zdjęciach nie dorównywało temu co zobaczyłam. 




  Jak wszyscy wiemy powieść sama w sobie opowiada o młodym chłopcu, Harrym Potterze, który dowiaduje się, że jego rodzice wcale nie zginęli w wypadku samochodowym, tak jak zapewniali go wujek i ciotka, a zostali zamordowani przez czarodzieja. Co więcej oni sami też władali magią, a mały Harry w dniu, w którym przeżył został najbardziej rozpoznawalnym chłopcem w świecie magii. Dostał list z Hogwartu i właśnie zamierza podjąć swój pierwszy rok nauki. Po drodze spotykał wiele przeciwności, które pokonywał wraz z dwojgiem swoich najlepszych przyjaciół. Postanowiłam napisać w skrócie o czym jest ta książka, pomimo, że pewnie wszyscy wiedzą to nigdy nic nie wiadomo.
















  Powieść sama w sobie jest cudowna i magiczna. Pełno w niej przygód, ciekawej i narastającej akcji oraz pokazana jest rola przyjaciół. Każdy kto sięga po serię Harry’ego wyciąga z niej coś dla siebie. Nieważne czy mówimy o siedmiolatce, czy o sześćdziesięcioletnim mężczyźnie. Książka jest też ponadczasowa i każde kolejne pokolenie powinno odnaleźć w niej wiele ważnych wartości. Nie ma sensu, żebym rozpisywała się o fabule i o tym czy mi się podobała, ponieważ jak wiecie ja uwielbiam Harry’ego Pottera. Teraz jednak chciałabym wam przekazać mój zachwyt nad tym przepięknym ilustrowanym wydaniem, które jest wspaniałą gratką dla każdego fana świata wykreowanego przez J. K. Rowling, ale i nie tylko. Książka składa się ze zjawiskowych ilustracji, które oddają tak bardzo charakter powieści, że zapiera dech w piersiach patrząc na nie. Zdjęcia, które zamieszczam należą do jednych z moich ulubionych stron w tej książce. Każde z nich ma w sobie coś wyjątkowego i jest świetnym odzwierciedleniem mojej wyobraźni. Ponieważ mimo, że w mojej pamięci mam narysowany obraz tego jak wygląda Dudley, Prawie Bezgłowy Nick czy Puszek to patrząc na te obrazki mam wrażenie, że wcale nie odbiegają od moich kreacji. Jedną z moich ulubionych rzeczy w tym wydaniu jest okładka po ściągnięciu obwoluty. Na środku okładki u góry strony znajduje mała Hedwiga. Jest to naprawdę uroczę. Jest to o tyle ciekawe, że kiedy któregoś dnia dostałam do ręki wydanie anglojęzyczne, po zdjęciu obwoluty była sama biel i nic na niej. Byłam trochę zawiedziona, ale to pokazało jak potrafimy być kreatywni. Zdecydowanie polecam tą książkę dla miłośników tej serii, ale także dla osób, które jeszcze może nie czytały Harry’ego, od razu uprzedzam, że w tym wydaniu będzie to podwójnie przyjemne.
Ocena: 10/10

Dziękuję Wydawnictwu Media Rodzina za danie mi możliwości przeczytania i podziwiania tej powieści! :)  

POLSKI BOOK TAG

10 | dodaj

  Hej, dziś przychodzę do Was z tagiem. Ostatnio u mnie pojawiają się same recenzje, ale niestety jeszcze nie włączyłam się w tryb szkolny i nadążam z czytaniem głównie książek od wydawnictw do recenzji. Ten tag bardzo mi się spodobał stworzyła i jednocześnie nominowała mnie do niego Julka z bloga Bookblog, serdecznie zapraszam Was do niej. Bardzo dziękuję ci Julio i przepraszam, że tak późno, ale jak napisałam wyżej muszę się przerzucić na tryb szkolny. Bez przedłużania zapraszam do tagu. :)

1. Ulubiona polska książka.
Miałam nie lada problem, ponieważ czytam bardzo, bardzo mało polskiej literatury, a szkoda, bo okazuje się, że my Polacy pisać też umiemy. Jednak wiem, że w moim sercu na zawsze pozostanie "Kłamczucha" Małgorzaty Musierowicz. Całej jej serii niestety nie przeczytałam, słyszałam nawet, że wciąż wychodzą nowe części, więc nie mam pojęcia, w którym życiu ja to zdążę przeczytać. 


2. Ulubiony polski autor. 
Myślę, że tutaj bez dwóch zdań umieszczę Małgorzatę Musierowicz, która w każdej książce oczarowuje mnie swoim stylem, pomysłem i szczerością. 

3. Ulubione polskie wydawnictwo.
Osobiście bardzo lubię wydawnictwo Media Rodzina (nie to wcale nie przez Harry'ego i panią Peregrine). Bardzo lubię też wydawnictwo Uroboros, mimo tego, że łamią mi serce tym, że muszę bardzo długo czekać na kolejne książki Sarah J. Maas. :(

4. Lubiany przez ciebie klasyk napisany przez Polaka/Polkę.
Według mnie najlepszym polskim klasykiem są "Kamienie na szaniec" Aleksandra Kamińskiego. Bardzo podobało mi się opisanie realiów wojny z perspektywy chłopców w moim wieku. Nie lubię tematyki historycznej, jednak ta powieść pochłonęła mnie bez reszty. 

5. Polski gniot.
"Krzyżacy". W sumie nie powinnam się wypowiadać na temat tej książki, ponieważ nie została ona przeczytana przeze mnie w całości, jednak bardzo, ale to bardzo mi się nie podobała. 

6. Która polska okładka podoba ci się bardziej niż jej zagraniczny pierwowzór?
Dużo bardziej podoba mi się np. "Program" Suzanne Young, którego jeszcze nie czytałam, jednak zagraniczna okładka zdecydowanie nie przyciągnęła mojej uwagi. [lewa- Polska] 


7. Jaka książka według ciebie powinna pozostać w oryginalnej okładce?
Chyba nikogo nie zdziwię jeśli powiem o książkach z serii "Dary Anioła". Na szczęście wydawnictwo wydało serię w dwóch wersjach, dlatego nie muszę patrzeć na te szkaradne postaci, które widnieją na naszej polskiej okładce. 

8. Na jaką polską premierę najbardziej wyczekujesz?
Niestety, ale teraz najbardziej wyczekuję tylko na powieści zagraniczne, a w szczególności na "Empire of Storms" i "A Court of Mist and Fury" obie Sarah J. Maas. <3 

9. Wolisz krakowskie czy warszawskie targi książki?
Nie byłam w Warszawie na targach, ale te w Krakowie są naprawdę cudowne, tylko mogliby sprowadzać więcej zagranicznych autorów.

10. Wymień swoich ulubionych polskich booktuberów/blogerów książkowych.
Bardzo lubię Maję, Klaudię, Anitę, Alicję, Abi oraz Karolinę. :) 

Pażdziernikowy WRAP UP i TBR na listopad

4 | dodaj

  Hejka, październik już za nami, a to oznacza czytelnicze podsumowanie! Ten miesiąc do wybitnych też nie należał, ale nie było źle. Przeczytałam łącznie w całości 5 książek, więc sądzę, że to jest dobry wynik. Nauki jest coraz więcej, ale staram się w tygodniu czytać choć jeden rozdział z książki, którą aktualnie czytam, więc idzie mi nie najgorzej. 


WRAP UP

  Tak samo jak w poprzednim miesiącu na zdjęciu widzimy 4 książki, a ja przeczytałam 5. Stało się tak, ponieważ jedna była pożyczona od koleżanki. Tak, więc przeczytałam:
- "Pamiętniki półbogów" - Rick Riordan [8/10]
Jak widać najlepszą powieścią przeczytaną w tym miesiącu była "Biblioteka dusz", a zdecydowanie najsłabszą "Nie poddawaj się". 


TBR

  Można zauważyć, że w moim TBRze znów pojawia się "Szóstka wron", niestety jeszcze się za nią nie zabrałam, ale mam nadzieję, że ten miesiąc mi na to pozwoli. Co do "Dziedzictwa ognia", już je skończyłam i zamiast wziąć się za którąś z książek z TBR sięgnęłam po kolejną część. Niestety, ale to było silniejsze ode mnie. 
- "Folwark zwierzęcy" - George Orwell
- "Dziedzictwo ognia" - Sarah J. Maas
- "Harry Potter i Przeklęte Dziecko" - J. K. Rowling
- "Mistrz i Małgorzata" - Michał Bułhakow
- "Szóstka wron" - Leigh Bardugo


  To tyle jeśli chodzi o moje podsumowanie miesiące. Napiszcie mi w komentarzu co Wam udało się przeczytać i co zamierzacie przeczytać w listopadzie. :D 

Created by Agata for WioskaSzablonów. Technologia blogger.